Pribałtyka i nowe marzenia..


– Idziemy nad morze? pytam dzieci. Zupa gotowa, dzieci po drugim śniadaniu. Wcześniej, obudziwszy się o poranku, zabrałam maluchy i ruszyliśmy na pustą, spokojną plażę. Mama oddała się praktyce wygięć (moja ukochana joga!) a maluchy brodziły po spokojnym i wyjątkowo płytkim morzu. 

Minęło półtora tygodnia naszej wyprawy po Pribałtyce, czyli Litwie, Łotwie i Estonii, a ja już czuję się jakbyśmy byli w podróży ponad miesiąc. Mamy wyrobioną praktykę: tankowania nowej wody, wylewania szarej wody, szukania noclegu (zawsze na dziko), a wcześniej pobudki i powolnego śniadania. W międzyczasie Tata wytrwale przerabia z Kacprem matematykę i czytanie. Ku mojemu zdziwieniu nauka idzie do przodu – nie tylko przy książkach, przede wszystkim naturalnie, dzięki rozmowom z nami i zwiedzaniu przeróżnych obiektów. 

W naszej głowie zaczyna krystalizować się plan następnej „dużej“ podróży. Nie będzie to teraz, ale za kilka lat. Nie będzie to jeszcze jachtem (to w następnej turze :)), nie będzie tym kamperem (za słaby silnik), ale pojazdem równym gabarytowo, za to z napędem na 4 koła z o wiele lepszą zabudową. Ogromnie nas cieszą rowery – często krążymy po okolicy ciesząc się ruchem i wolnością. To też będzie nieodłączny element następnej podróży. No i oczywiście lokalne jedzenie i dobre towarzystwo. 

Bo zaczęliśmy tą podróż z JakNajdalej – kilka dni na Litwie: dwa kampery, pięć dzieciaków i zadowoleni rodzice. Podczas przerw na jedzenie wymienialiśmy się potrawami (bo wiecie przecież, że dzieci jedzą zupełnie inaczej „w gościach“?), podczas wieczorów w malowniczych okolicznościach popijaliśmy piwko bądź inne napoje motywujące do wymiany poglądów. Obie rodziny na podobnym etapie życia, więc nikogo nie dziwiło, że mama przysnęła z dzieciakami bądź tata ma przerwę na wymianę pampersa. 

Spontaniczny nocleg nad litewskim jeziorem z JakNajdalej

Zdarzyło nam się też kilka razy zasmakować lokalnych, wytwarzanych w domu produktów. Poczynając od domowego serka i masła z Suwalszczyzny, poprzez wędzone przy nas ryby z półwyspu Kurlandzkiego (dorsze, okonie, makrele, szprotki) oraz zakupione na targu warzywno-owocowym w Lipawie (po łotewsku Liepaja) kurki, truskawki, groszek, młode ziemniaczki i inne lokalne smakołyki. Do tego zaserwowałam sałatkę ze dzikiego szczawiu i znalezionych porzeczek przegryzaną litewskim, niezwykle aromatycznym, kminkowym chlebem. 

Wędzone ryby w Kłajpedzie, Litwa

– No więc jak? Idziemy nad morze? Pytam ponownie.

– Nie, ruszamy dalej. Zostawiamy za sobą prześliczny przylądek Kolka i wyruszamy w stronę Rygi! A w Rydze czekają na nas przyjaciele z Couchsurfingu. Przygoda trwa dalej 🙂