Costa brava i costa blanca, czyli słoneczna Hiszpania


Tydzień nad hiszpańskim wybrzeżem, czyli trochę morza i trochę sztuki

Co za radość – zakupiliśmy bilety do Hiszpanii! Lecimi do Girony, nieopodal Barcelony, a wracamy z Alicante. Do pokonania jest cała trasa wzdłuż wybrzeża hiszpańskiego. A ponieważ Road Trips to nasza najfajniejsza forma podróży, więc wynajmujemy samochód i wyruszamy w trasę!

Jak zwykle to los wyznacza nam trasę. Na lotnisku we Wrocławiu spotykamy hiszpańską rodzinkę, która wraca z tygodniowej wyprawy po Polsce. Dostajemy radę – najpiękniejsze miejsce na Costa Brava to Cadaquéz – miejsce, gdzie mieszkał i malował Dali, ponoć bajeczne.

Rzeczywiście. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że Cadaquéz było najpiękniejszym punktem podczas naszej tygodniowej wyprawy po hiszpańskim wybrzeżu. Jest malutkie, zabytkowe, przyklejone do skalistego wybrzeża nad zatoką Punta de Sa Costa na półwyspie Creus. Wszyscy z radością wbiegliśmy na nieco ukrytą plażę oddaloną od centrum miasteczka, aby łowić meduzy, podziwiać muszle oraz podglądać chowające się w zagłębieniach molo ośmiornice. Słoneczko przyjemnie nas grzało. Resztę dnia zajął nam spacer wzdłuż zatoki, pyszne lody, soczyste owoce i niesamowity krajobraz skał z białymi budyneczkami, przyklejonymi niczem muszle znad naszej małej zatoczki.

słońce, morze i ciepły piasek – czego trzeba więcej?

odkrywca małży

inspiracje malarskie a la Dali

Dziś przedzieramy się przez tropikalną dżunglę aby dotrzeć do średniowiecznego zamku, czyli Begur z dzieciakami. Ruszamy pod górę, ale oczywiście nie idziemy standartową trasą, przedzieramy się przez skróty porośnięte aromatycznymi krzewami. Najodważniejsi idą przodem, najmłodszej Kai muszę pomagać. Czujemy się jak na dzikiej wyprawie. Oczywiście docieramy na szczyt zamku gdzie moi odkrywcy, nie znając strachu, wspinają się na wieże i mury. Mocno pachnie śródziemnomorskimi ziołami, widoki cieszą za to oko. Wracamy znowu przez dżunglę, aby wkrótce wsiąść w auto i wyruszyć do hotelu w bardzo turystycznym Calella – jesteśmy w malutkim pokoju, dzielimy balkon z francuską rodzinką, a wieczorem słyszymy muzykę z clubowego dancingu. Jest też basen dla dzieci i dorosłych – dzieciaki, nie zwracając uwagi na zimny wiatr – wskakują i rozchlapują wodę.

średniowieczne uliczki

basen – i więcej szczęścia nie trzeba

Śliczna Barcelona przywitała nas upałem i tłumami turystów. Wszędzie kolejki i przepychanie. Sagrada Familia z pięknymi wieżami oraz Park Güell zdecydowanie nieprzyjazne relaksującym wizytom, choć czarujące. Trafiamy do kina 4-D, gdzie w przystępny sposób dzieciaki dowiadują się kto to był Gaudi i co go inspirowało. Oczywiście historia z pokonanym przez rycerzy smokiem, którego truchło osiadło na dachu Casa Batillo, najbardziej podziałała na wyobraźnię chłopców. A paelle zostawiamy sobie na wieczór, na camping w nadmorskim Cambrils.

Sagrada Familia

Park Güell

Inspiracje Gaudim

Cofamy się w czasie. Już nie IX-wieczna Barcelona, nie średniowieczne zamki, ale rzymskie ogrody i areny. Trafiamy do Tarragony, gdzie możemy dotknąć, powąchać lub zobaczyć dziedzictwo Cesarstwa Rzymskiego – uprawiane rośliny, palone kadzidła, rzeźby i zwyczaje. Prawie przypadkowo trafiamy na reprodukcję miasteczka, umieszczoną w ratuszu. Potem szybka zmiana epoki i odwiedzamy średniowieczną katedrę oraz klasztor – są pomarańcze na drzewkach, rybki w sadzawkach oraz krwawe obrazy i ponure rzeźby w zimnych korytarzach.

chwila zadumy

klasztorne krużganki

Co zobaczyć w Walencji w Wielki Czwartek? Plan mamy napięty – idziemy obejrzeć Oceanografic – jedno z największych oceanarium w Europie. Miejsce wciąga nas na kilka godzin, oprócz pokazu delfinów zaliczamy też kino 4D, tym razem z bańkami, pianą oraz łaskoczącymi nas po kostkach krabami. Na koniec dnia chcemy zobaczyć pochód, ale nie mamy siły. Ruszamy na camping BOLA (zgadnij, skąd ta nazwa!)

Oceanografic projektowany przez Candelę

Edukacja „hands-on”

Delfinarium

Camping Bola – od czego ta nazwa?

Hiszpański interior jest suchy i bezlitosny. Komary tną bez umiaru, mrówki i inne insekty gryzą i wszędzie włążą. W tych trudnych, górzystych terenach odnajdujemy szlak średniowiecznych zamków. Jednak naszą hiszpańską wyprawę koniecznie chcemy zakończyć kąpielą w morzu. Ostatni dzień spędzamy w Alicante, na najpiękniejszej plaży w terenie. Oglądamy też pochód z okazji niedzieli wielkanocnej, a na koniec jemy przepyszną pizzę nad brzegiem morza.

Trasą hiszpańskiego interioru

Plaża w Alicante

Wyjazd zakończyliśmy powrotem do zimnej Polski, gdzie właśnie zaczął padać spóźniony śnieg, co staje się powoli wielkanocną tradycją. Ze słonecznej, pachnącej morzem Hiszpanii wylądowaliśmy więc w mroźnej Polsce ogrzewając się żurkiem i święconym jajem!

Nasza trasa: Cadaquez (Dali) – Palafrugel – Begur – Calella – Barcelona – Cambrils – Tarragona – Oropesa del Mar – Valencia – Las Virtudes – Villana, inne zamki – Alicante