czemu Wakacje są takie krótkie? część I – Litwa


Eh, te podróże! Eh, te wakacje! Planowanie, przygotowanie i potem doświadczanie ich. Trwają chwilę, a potem … mijają..

Już jesteśmy w domu, a od poniedziałku szkoła :/

Tymczasem czeka mnie wpis wakacyjny, a więc wracam jedną nogą do dzikiej wyprawy przez Pribałtykę! Jak to wszystko się zaczęło?

Przejechaliśmy naszym kamperem Polskę w poprzek, aby dotrzeć do Suwałk. Tam dogoniliśmy JakNajdalej.pl i wspólnie wjechaliśmy na Litwę. Już pierwszy nocleg był strzałem w dziesiątkę! Adam, przejeżdżając obok malowniczego jeziora Draudeniai zasugerował postój. Miejscówka była przeurocza – wokół szuwary z żabami i kaczkami, przed nami zachodzące słońce, w dłoniach szklaneczki z żołądkową gorzką.. 

Dziki kamping na Litwie

Nazajutrz wjechaliśmy na Mierzeję Kurońską aby zaparkować obok plaży niedaleko miasteczka Juodkrante, oczywiście „na dziko”. Wieczór przy zachodzie słońca spędziliśmy na plaży. Rodzice się ściskali, a dzieci szalały 🙂

 

A że energii u nas dużo, to w dzień następny zaplanowaliśmy 20-km rowerową trasę wzdłuż mierzei – jedną z najpiękniejszych części Rowerowej Trasy Bałtyckiej. Po pierwszych 10 kilometrach dotarliśmy do wydm w Parku Nagliai, aby następie dojechać do miasteczka Preila, mijając domowe wędzarnie ryb po drodze. Nie omieszkaliśmy kupić kilku rybek i posilić się nimi na miejscu, a na późny obiad wskoczyć do nadmorskiej knajpki.

W następny dzień ruszyliśmy do Kłajpedy. Początkowo chcieliśmy przejechać przez miasto, ale na nadbrzeżu zobaczyliśmy mnóstwo przepięknych, wysokich jachtów, więc zaparkowaliśmy i udaliśmy się na spacer. Okazało się, że udało nam się natrafić na Tall Ships Races – regaty wysokich żaglowców po Bałtyku. Było kilka jednostek z Polski, i jak to za granicą Polak Polaka serdecznie wita, tak i my zostaliśmy zaproszeni na pokład polskich statków aby zwiedzić kajuty i urozmaicić czas znudzonym żeglarzom.

Litwa to nie tylko przepiękne lasy i jeziora, pachnące wędzoną rybą nadmorskie miasteczka, czy prześliczne bałtyckie plaże. To również miejsce, gdzie można znaleźć mnóstwo śladów po sowieckiej bytności, tak więc w naszym planie nie mogło zabraknąć Muzeum Zimnej Wojny w Parku Narodowym Žemaitijos. Mocno wierzę w naukę podczas podróży, tak więc po lekcjach przyrody i geografii cała nasza rodzina zagłębiła się w lekcję historii powojennej – a było o czym opowiadać i co oglądać.

Wkrótce wjeżdżaliśmy na Łotwę, apotem zrobiliśmy kółko dookoła Estonii, o których opowiem w następnym wpisie. Na koniec wycieczki zostawiliśmy sobie tak mocno związane z naszą historią Wilno.

W dużych miastach zwykle nie mamy szczęścia, zaparkować trudno, brak natury, a czasem deszcz lub inne kłopoty. Tymczasem Wilno zaskoczyło nas ślicznym bulwarem tuż obok rzeki Wilii, gdzie zaparkowaliśmy, aby o poranku powłóczyć się po Starówce. Było cieplutko, ślicznie, przyjaźnie, a jednocześnie nowocześnie i stylowo. Dzieciaki chętnie spacerowały dosyć szerokimi ulicami i biegały po placykach, szukając ukrytych w mieście pyzatych aniołków lub wspinając się na murki, górki i wzgórza.

Nasza 3-tygodniowa wyprawa zakończyła się odwiedzinami u Babci. Polskę przejechaliśmy w jeden dzień, zahaczając o Suwałki i miejskie kąpielisko, aby po tygodniu na południu Polski wrócić do Berlina, wciąż wspominając litewski chleb i wędzone rybki.