8 miesięcy kamperem w Ameryce Południowej, czyli czas podsumowań..

Wyprawa do Ameryki Południowej

 Wyprawa do Ameryki Południowej

Podsumowanie – Wyprawa do Ameryki Południowej

No to czas na podsumowanie wyprawy! Okrzepliśmy już co nieco, zaczęliśmy pracować, względnie szukać pracy. Dzieci zaczęły chodzić do przedszkola. Minął miesiąc, a nam wydaje się jakby kwartał, a może i pół roku. Porządkujemy zdjęcia i wspomnienia.

Więc jak było?

Podróżowaliśmy prawie 8 miesięcy, konkretnie 235 dni. Od Czerca 2014 do Lutego 2015.

Stan na dzień wyjazdu: 3 dzieciaki, 2 plecaki, 3 małe torby. I wózek.
Stan na dzień powrotu do kraju: 3 dzieciaki, 2 plecaki, ze 4 torby oraz oczywiście niezawodny wózek 🙂

W międzyczasie w posiedliśmy kampera. Kupiony, wykorzystany i sprzedany 🙂

Odwiedziliśmy (tylko?) 5 krajów: Ekwador, Peru, Boliwia, Chile i Argentyna.

Przejechaliśmy 11,5 tys. kilometrów – to kamperem. Do tego proszę dodać 50 dni bez kampera, autobusy, samoloty, taksówki. Albo inaczej – od Quito, leżącego na równiku do Ziemi Ognistej na 55-tym równoleżniku.

Najwyższy punkt to wyżyny na trasie z Salar de Uyuni,Boliwia do San Pedro de Atacama, Chile (W parku o zabójczej nazwie Eduardo Avaroa Nacional Reserve of Andean Fauna) – 5030 m. npm. Zaprawdę, w nocy było zimno. Dnia pewnego, nad ranem, podziwialiśmy lód na drzwiach naszego samochodu.

Najniższy punkt na trasie to Salinas, czyli solne jeziorka w Argentynie. Depresja do nawet 48m pod poziomem morza. My na taką salinę nie weszliśmy, ale byliśmy bardzo blisko 🙂

No i oczywiście teraz PLUSY DODATNIE oraz PLUSY UJEMNE, czyli wnioski.

Generalnie było super i z chęcią bym się teraz spakowała i pojechała znowu. Już bowiem odpoczęłam, pojadłam sobie, zmieniłam zapas ubrań itd. Brakuje mi przygody każdego dnia. Nowych krajobrazów, ludzi, wydarzeń. Też nowych potraw, zapachów, pogody. Brakuje fajnych miejsc do zobaczenia oraz super-przyjaznych ludzi – ludzi ciekawych nas i naszej podróży. Brakuje mi ¡Hola bebe!, którym ludzie zagadywali dzieciaki na ulicy.

Podróż to bardzo intensywny rozwój. Kultura, historia, język, zwyczaje. To wszystko chłonie się w ogromnym tempie. Do tego trzeba planować, organizować, kombinować. Ogromnie rozwijające. Brakuje mi tego..

Ale były i plusy ujemne 🙂 Przede wszystkim zmęczenie i niewygody. Na wyjeździe byłam notorycznie przemęczona, bo cały ten „rozwój w podróży” przebiegał przy biegających wokoło dzieciakach, a moje nie należą do spokojnych. Czasami musiałam przełączyć się na tryb „robota” i tylko intensywnie pilnować dzieci, nie zwracając uwagi na prześliczne otoczenie (zachód słońca nad oceanem bądź majestatyczne góry wokoło). Do tego życie na 4 metrach kwadratowych nie należy do wygodnych. Zwłaszcza spanie, gotowanie lub zabawy w deszczowe dni. Tak więc nie było lekko.

Tak, nie było. Ale dajcie mi tylko trochę kasy na następną wyprawę, to pakuję 3 dzieciaki, 2 plecaki, jednego męża plus wózek – i jadę :))) Bez wahania :))) Tylko jeszcze nie wiem dokąd..