po Kolosach, czyli po co nam to było?


Nasza prelekcja na Kolosach za 2015 rok

Nasza prelekcja na Kolosach za 2015 rok

Kolosy to jedno z większych wydarzeń podróżniczych w Polsce. Nieśmiało więc wysłałam zgłoszenie na Kolosy opisując nasza wyprawę najlepiej jak potrafiłam, ale w głębi duszy powątpiewając, czy coś z tego wyjdzie..

Może niektórzy z Was to znają: robisz coś, co wydaje ci się wyjątkowe, ale nikt tym się nie interesuje. Chcesz opowiadać naokoło, dzielić się wrażeniami, dać innym troszkę tego, co było, udzielać porad, ale.. ludzi dookoła interesuje ich praca, mieszkanie, bieżące problemy. Właściwie mnie też interesuje moja praca, moje mieszkanie i moje bieżące problemy. Więc rozumiem. Ale z przyjemnością opowiadam o tym, co było. Aby znowu zanurzyć się w tamtych chwilach, aby przypomnieć sobie piękne momenty, widoki, zapachy i odkrycia, które teraz rzutują na nasze życie.

Pewnego dnia dostałam maila od organizatorów Kolosów z zaproszeniem na przeprowadzenie prezentacji. Momentalnie poczułam mieszkankę emocji! Od razu wróciła ekscytacja tamtą wyprawą, obrazy i przeżycia tamtych chwil, myśli na temat co było, jak było, dlaczego. Do tego poczułam, że chyba jednak zrobiliśmy coś, co nie jest zupełnie przeciętne, tylko choć trochę interesujące. W końcu organizatorzy ocenili, że kilka tysięcy osób na widowni Kolosów będzie chciała coś o tej wyprawie się dowiedzieć. Więc chyba jest o czym opowiadać.

Nie zastanawiałam się długo jak przeprowadzić tę prezentację. Nie mamy powalających z nóg materiałów (zdjęcia, filmy), ani nie koncentrowaliśmy się na zbieraniu informacji z dziedziń kultury, historii, ekonomii czy geografii. Właściwie to koncentrowaliśmy się na wyprawie na PRZEŻYCIU, czyli na poradzeniu sobie we wciąż zmieniających się okolicznościach z trójką dzieci. O tym więc opowiadałam na Kolosach. Jak podjęliśmy decyzję, jak się przygotowaliśmy, jak potem udoskonaliliśmy plany i kupiliśmy kampera, jak ewoluowała nasza podróż i nasze przyzwyczajenia, jak zmieniliśmy się w końcu w wytrawnych podróżników i wyluzowanych rodziców.

Dzięki Kolosom zrobiło się trochę szumu wokół naszej wyprawy. Ilość lajków na Fejsbuku wzrosła z 250 do 300 (tu szydera, nie jest to absolutnie żaden spektakularny wzrost). Urosła trochę moja pewność siebie i postanowiłam stawić czoła wyzwaniu, a raczej marzeniu, czyli projektowi napisania książki. Dojrzałam do tego, aby tą książkę nie tyle pisać, co narysować. Chcę wydać książkę dla dzieci i rodziców o podróży po Ameryce Południowej. Coś jak Nel, tylko rysunkowe.

Książka Kamperem po Ameryce Południowej

Książka Kamperem po Ameryce Południowej

Kilka osób (tak, dosłownie kilka) zwróciło się do nas z gratulacjami i pytaniami. To było bardzo przyjemne. Rozmowy z tymi ludżmi, którzy sami są marzycielami i mają swoje plany podróżnicze, spowodowało, że znowu zaczęliśmy marzyć o innych wyprawach.

Tydzień po Kolosach spotkaliśmy się z Natalią i Adamem z Jaknajdalej.pl, którzy razem z dwójką małych dzieci chcą zrealizować podobną wyprawę – mają już oldschoolowego kampera, sprawdzają możliwości przesyłki go do Montevideo w Urugwaju i … kilka miesięcy na wyprawie. Super.

spotkanie kamperowców

Spotkanie z Jaknajdalej.pl (zdjęcie jest własnością Jaknajdalej.pl)

Chyba właśnie po to były nam Kolosy. Abym uwierzyła, że nasza histora jest interesująca, że mogę zainteresować kogoś opowieściami rysunkowymi z tej wyprawy, że poznaliśmy kilka super fajnych osób, które też chcą powłóczyć się po świecie razem z dzieciakami. I w końcu zaczęliśmy marzyć o następnej podróży. Jak dla mnie – SUPER WYNIK!!!