My – tacy niedoskonali 3


Przeczytałam dziś długi artykuł o Family Without Borders w Wyborczej. Jacy oni są idealni – dzieci tolerancyjne, otwarte, dobre. Rodzice wrażliwi, utalentowani, pełni cierpliwości i zrozumienia. Podróżują, żyją w Berlinie, mówią w trzech językach, pomagają uchodźcom, publikują, tworzą..

Przeczytałam ten artykuł tak zwanym „w dołku”. Więc zamiast się inspirować, moje pierwsze myśli to jak to możliwe, że tam tak idealnie? U nas nawet „trochę” podobnie nie jest. Dzieci się kłócą ze sobą, biją się, dokuczają sobie. Wciąż wypróbowują nasze granice, łamią normy socjalne, biegają, krzyczą. My sami jesteśmy dalecy od ideału i czasami po prostu staramy się przetrwać dzień z naszą trójką, innym razem krzyczymy na dzieci, grozimy im, nawet szantażujemy..

Podróżujemy, owszem, ale nie mamy swojego miejsca, co nas uwiera. Czasem czujemy się samotni. Kłócimy się też jedno z drugim i często mamy siebie dość. Starzejemy się, brzydniemy, grubniemy, robimy się coraz bardziej nieznośni.

ja-mama

ja-mama: „Ratunku!!!”

Jak oni to robią, że jest tak idealnie?

A może tak trzeba pisać w gazetach? Aby ludzie mieli do czego aspirować, co podziwiać i naśladować. Rzeczywistość u Rodzinki bez Granic może nie jest tak cukierkowa?

Tego samego dnia, na plaży, bawimy się obok rodzinki z trójką czy czwórką dzieci. Maluchy rozrabiają, tata chodzi i ich pilnuje, mocno je opieprzając. Mama z jakiegoś powodu jest nadąsana na tatę. Pewnie się pokłócili. Dzieci też co trochę się popychają. Uff.. nie tylko u nas jest ciężko. Od razu mi lżej na duszy, taka wredna jestem. Przytulam (wreszcie tego dnia) męża i mówię mu: „wszyscy z dzieciakami jedziemy na tym samym wózku”.

Pomyślałam więc, że opiszę to tu na blogu, żebyście przypadkiem nie myśleli, że u nas jest cukierkowo. Może część z Was czyta i też ma podobne myśli „jest idealnie, cukierkowo, to jakaś ściema”.

A więc nie! Daleko nam do idylii (kto nas poznał, ten wie). Udaje nam się co prawda realizować (częściowo) nasze pasje – podróżować, rysować, biegać, jogować się, ale bardzo często jest ciężko i fatalnie. Mimo, że dzieci są zdrowe, bystre, odważne, otwarte, dobre i mądre. Mimo, że się kochamy, wspólnie działamy i wciąż jesteśmy razem. Mimo wszystko jest nam często ciężko, co uprzejmie proszę brać pod uwagę czytając pozornie „cukierkowe” wpisy 🙂

  • Widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego 😉 Będziemy w sierpniu w Polsce – może się spotkamy???

    • Barb

      a nas już tak ciąnie, że w sierpniu to chyba nas jednak już nie będzie… w podróży inne życie 🙂

  • Natalia

    Basia i właśnie za to jesteście mi tak bliscy! Przeczytałam dziś po raz kolejny Twój wpis i poczułam się lepiej, bo chwilami wydaje mi się, że jesteśmy nienormalnymi ludźmi i rodzicami, z aspiracjami nieadekwatnymi do możliwości. Dzieci były dziś straszne – histeryczne, płaczliwe, kłótliwe, my nadąsani i niesympatyczni. Szwendaliśmy się po „pięknej” wg. przewodników stolicy Urugwaju i zastanawialiśmy się „co my do cholery tutaj robimy!!!! Potem wróciliśmy do hotelu, zobaczyliśmy na podglądzie, że statek z naszym kamperem jest już naprawdę blisko i poczuliśmy na nowo ZEW przygody! Może nie jesteśmy aż takimi świrami…. 😉