Torres del Paine – kto pomalował lód na jeziorze?


łód z lodowca w lagunie

łód z lodowca w lagunie

Czy to zdjęcie nieprawdziwe? Czy jest czarno-białe z kolorowanym lodem? Czy poprawiane w Photoshop? Otóż nie! Tak właśnie dla nas wyglądał park Torres del Paine – szarość, szarość, szarość. A tu nagle kawałek lodowca o nieprawdopodobnym kolorze! On rzeczywiście tak wygląda. Na żywo. To niesamowite.

W tej szarości również pojawiały się jasnobrązowe guanaco oraz białawe nañdu. A nocowaliśmy w ślicznych okolicznościach górskich w naszym domku na kółkach, grzejąc sobie grzejniczkiem, zajadając się moimi mało wymyślnymi potrawami i goniąc zające na łące (serio! były zające).

Torres del Paine

Torres del Paine

A potem wybraliśmy się do Jaskini Milodona, bo znaleziono tam skórę i kości prehistorycznego leniwca – milodona. Zwiedziałam ją sama z Kacperkiem i dzięki temu poświęciliśmy dużo czasu na czytanie, wyjaśnianie i opowiadanie o czasach sprzed 11.000 lat.

Cueva de Milodon - figurki w parku obok jaskini

Cueva de Milodon – figurki w parku obok jaskini

prehistoryczny leniwiec, czyli milodon

To wszystko w okolicach Perto Natales. A w samym Natales spotaliśmy się z naszą kupelą z Australii, która przemieszkała u nas w Krakowie 2 tygodnie jakiś rok temu. Vita jest pół-Chilijką i właśnie spędza wakacje u wujka, który hiszpańskim strzelał jak messerschmitt, co przyprawiało mnie o ból głowy. W każdym razie przegadaliśmy dwa popołudnia, raz będąc gośćmi w domu wujka Vity, a raz goszcząc Vitę i jej siostrę Karinę w naszym domku!

spacer z Vita nadbrzeżem Puerto Natales

spacer z Vita nadbrzeżem Puerto Natales

gościmy na kawce Vitę i jej siostrę Karinę

gościmy na kawce Vitę i jej siostrę Karinę

W południowej Patagonii bowiem, tam gdzie najzimniej i najwietrzniej, nasze auto było naszym hotelem, placem zabaw, restauracją, schroniskiem przed deszczem i zmimnem oraz oknem na prześliczny świat 🙂

Kaja podziwia świat

Kaja podziwia świat

Cieśnina Magellana inaczej

Cieśnina Magellana inaczej

W Patagonii odwiedzamy niejedną „pingwinerię” albo „pingwinarię”, a konkretnie miejsce, gdzie żyją sobie pingwiny, a ludzie je sobie podglądają ze niewielkich podestów / wieżyczek. Tym razem Seno Otway z pingwinami Magellana.

A potem KONIEC ŚWIATA, czyli wjeżdzamy na wyspy archipelagu Tierra del Fuego, ale o tym następnym razem, już jutro!!! (bo mam internet :P)