policja, cyrk i kościół czyli gdzie sypiamy 1

nasz camper w Andach

nasz camper w Andach

nasz camper w Andach

Gdzie by tu nocować? Mamy prawie wszystko – oprócz prysznica – w naszym domku na kółkach (casa rodante). Głównym naszym kryterium jest więc bezpieczeństwo.
Pierwszą noc w camperze spędziliśmy na parkingu przy pensjonacie w Huaquillas (granica Ekwador-Peru). Zapłaciliśmy 10 uds, do dyspozycji był prysznic, ubikacje, wi-fi. Nazywają to „garaje”, jest takich miejsc dużo w miasteczkach przygranicznych.
W następną noc trafiliśmy do Puerto Benjamin (Ekwador), gdzie garajenie ma, o campingu nie wspominając. Co tu robić? Zasadniczo możemy nocować wszędzie, byle było bezpiecznie. Pytamy w restauracji na nadbrzeżnym deptaku – najbardziej „kulturalnym” centrum miasta. Tam powiedzieli, aby zapytać policję. Trochę niepewnie pytamy, a oni zapraszają nas na parking przed komisariatem – na przeciw wejścia. Byliśmy więc pilnowani przez całą noc przez najlepszy serwis w mieście!
Kolejna noc w Sullanie (Peru). Widzimy duży supermarket z ogromnym, oświetlonym parkingiem. Może tutaj? ALe zaraz, naprzeciwko jest cyrk. Oni też śpią w camperach i namiotach. Mają ogrodzony teren, więc tam na pewno jest bezpiecznie. Zapytamy? Na pewno się nie zgodzą… Ale co szkodzi zapytać. Pytamy, a cyrkowcy się godzą! Tu panuje matriarchat, decyzję podejmuje „abuela” (babcia – głowa rodu). Oczywiście zasypują nas lawiną pytań, oglądają nasz motorhome, a na koniec zapraszają na wieczorny spektakl. Potem klauni przychodzą do nas na zdjęcia i kubeczek winka. Na drugi dzień wymieniamy się obiadem, radami, doświadczeniami. Zostajemy tam na jeszcze jedną noc – jest przemiło.
Potem jesteśmy już o wiele odważniejsi. Nocujemy pod świątynią Świadków Jehowy, potem pod kościołem katolickim. Odkrywamy, że Peru ma system stacji benzynowych z bezpłatnym dostępem do wody, ubikacji i przyszniców.
Dwa dni temu noc spędziliśmy w hotelu w górskim mieście Chachapoyas (2400 m npm). Pomyślałam – odrobina luksusu, ciepły prysznic i łóżeczko się przyda. No i wi-fi w pokoju – wreszcie zrobię wpis do boga, napiszę kilka maili itp. Niestety, okazało się, że pokoje są zimniejsze niż nasz motorhome, który ma super wydajne ogrzewanie gazowe! Internet nie działał, a mój prysznic trwał pół minuty ze względu na temperaturę w pokoju. O porannej kawce nawet nie ma co pomarzyć. To ostatecznie przekonało mnie do naszego campera.
Dziś nocujemy znowu w centrum miasteczka – Luyabamby. Grzecznie zapytałam policję, czy możemy, a oni, że tak. Zaparkowaliśmy na przeciwko urzędu miasta, pod okiem policji. Chłopaki wybiegali się po ryneczku, podczas gdy ja smażyłam wcześniej kupiene dwa świeże pstrągi. Mamy najlepszą miejscówkę w mieście, a internet w kawiarence internetowej za 1 sol (ok 1 zł) za godzinę. Wypas :))))

  • Gocha

    wow super!:) Zazdroszcze cyrku!