Relacja na głowie 2


Przyznam szczerze – przed  wyjazdem, podczas tzw. „normalnego życia” kłóciliśmy się czasami. O różne pierdoły, drobiazgi. O dziwo, zauważyłam, że od pewnego czasu w tej podróży nie kłócimy się..

W takiej podróży wcale nie jest łatwo. Jesteśmy notorycznie zmęczeni, o 21 wieczorem padamy na przysłowiowy pysk, a w nocy wielokrotnie trzeba wstawać do Kai aby dać jeść, zmienić pieluszkę, bo jej sie kupę zachciało o 4 nad ranem lub np.naprawić grzejnik, bo akurat z nieznanego powodu się wyłączył. W dzień też maraton: albo coś zwiedzamy, albo przygotowujemy się do przejazdu (zakupy, tankowanie), albo jedziemy, gotujemy obiad lub naprawiamy auto. W większości przypadków czas dla jednego rodzica oznacza dla drugiego 2-3 godziny opieki nad trójką naszych bardzo energicznych dzieci. A to, uwierzcie mi, wymaga ciągłej uwagi.

W dodatku wciąż zdarzają się sytuacje awaryjne, np wspomniany wyżej grzejnik wymaga naprawy, łapiemy gumę, wymieniamy koła, naprawiamy hamulce, szukamy gazu lub benzyny do zatankowania, jesteśmy w jakiejś dziurze, a tu brakuje mleka lub pampersów, gubimy się, zakopujemy w błocie, jest super zimno i wiatr bądź bardzo gorąco i pył, jest mega-kupa u Kai i trzeba myć i prać wszystko wokół i tak dalej. 

I właśnie w tych sytuacjach pomagamy sobie jak tylko umiemy. Okazuje się, że mamy umiejętności „ukryte”: ja nagle stałam się magiczną kucharką, która z byle ziemniaka wyczarowuje obiad oraz praczką uniwersalną. Andrzej to mechanik-złota rączka, naprawia już praktycznie wszystko. Razem planujemy trasy, czytamy o miejscach, bawimy i uczymy dzieci, pomagamy sobie, jak drugie już nie ma siły..

I w tych wszystkich zawirowaniach, pośród cudownej przyrody Ameryki Południowej przytulamy się i całujemy, a prawie nie kłócimy. Czujemy się jak głupi szcześciarze, którym trafiły sie perły w błocie. Cieszą nas widoki, sytuacje, małe zwycięstwa nas trudnościami, własne towarzystwo, nasz „fuks”. 

O tej nieszczęsnej 21 przytulamy się i obiecujemy sobie, że jutro spędzimy trochę czasu razem, przy drinku na przykład. Ale dziś idziemy już spać, bo w nocy Kaja pewnie wstanie, a rano, o 5, dzieci się budzą wraz z pierwszymi promieniami boliwijskiego słońca i nowy, fascynujący dzień się zacznie..

IMG_7834

  • dosia

    Zazdroszcze 😉 to piekne ze trafiliscie na siebie. Ja juz widze siebie w takiej podrozy ale z kim….

    • basiaggg

      Dosiu, wlasnie rzecz w tym, ze nie jestesmy idealni, ani nasz zwiazek nie jest. Ale mam wrazenie, ze ROBIAC COS RAZEM, a podroz wspolna jest takim przedsiewzieciem, para sie do siebie zbliza i zaczyna sie doceniac druga polowke. Inaczej mowiac- jak zycie jest za wygodne i za duzo rzeczy robi sie osobno to lipa…