W „Rzeczpospolitej Ptasiej” czyli Park Narodowy Ujście Warty


– Mamo, zobacz, kupy zająca! – krzyknął Kacper pokazując na małe, ciemnobrązowe kuleczki.
– O, jest i żuk gnojownik – dodał Konrad pokazując błyszczącego wsród zajęczych bobków żuka.
– A tutaj korytarze kornika drukarza – Emilka pokazała mi kawał starego drewna z finezyjnymi wzorkami.
– Mamo! Pająk krzyżak – krzyknęła z oddali Kaja.

Tak właśnie przebiega nasza wyprawa przez las. Na trasę wyruszyła drużyna złożona z Mamy oraz piątki dzieciaków: nasza trójka plus Natalka z Kajtkiem. Cel: poszukiwanie znaków przyrody. Przedzieramy się więc przez trawy, mchy i gałęzie jeszcze suchych drzewek, omijamy małe sosny i wszechobecne pajęczyny. Obserwujemy, podglądamy, dotykamy, nazywamy. Prawdziwa rozkosz dla Mamy, i dla dzieciaków.

Tak właśnie przebiegał nasz poranek po dzikim nocowaniu w kamperach w lasie obok parku narodowego „Ujście Warty”. Spotykamy się w dwie ekipy: 3dzieciaki2plecaki oraz jaknajdalej. Wspólny grill wcześniejszego wieczoru, poranne odkopywanie kampera oraz wyprawa z dzieciakami świetnie się wpasowała w nasze gusta.

A dalej było tylko ciekawiej – dotarliśmy do Wieży Widokowej i jednocześnie punktu wejścia do Parku „Ujście Warty”. Na miejscu kupiliśmy dwie świetne książki: „Opowiem ci mamo co robią żaby” oraz „Opowiem ci mamo co robią mrówki” oraz zaliczyliśmy multisensoryczną ścieżkę edukacyjną (ah, ta edukacja :))

W końcu gwóźdź programu – rozlewisko Warty z mrowiem ptactwa dookoła. Długą, betonową drogą ruszamy w stronę najdalej wysuniętego w głąb Warty cypla. Trasa jest pozalewana niewysoką wodą, co ogromnie raduje dzieci. Eksplorację trasy zaczynają w gumiakach, aby kontynuować boso, aż wreszcie rozebrać się całkowicie i biegać na golasa wśród odgłosów ptactwa. A otaczały nas prześliczne wodne krajobrazy pełne łabędzi, kaczek, gęsi czy czapli. Każdy zajął się czymś innym: dzieci wodnym szaleństwem, Tata Adam robieniem zdjęć, Tata Andrzej podziwianiem widoków, a Mama Basia i Mama Natalia – gonieniem za dziećmi i zbieraniem porzuconych sztuk ubrań.

Ciężko nam było opuścić „Rzeczpospolitą Ptasią”, ale w końcu udało się nam wrzucić mokre dzieci do kamperów. Wyruszyliśmy na szukanie kolejnego noclegu aby trafilić na rewelacyjne miejsce piknikowe położone głeboko w lesie, z przygotowanymi stołami i miejscem na grila. A że zapasów spożywczo-alkoholowych było u nas pod dostatkiem, to i wieczór bardzo zacnym się stał. Eh, te weekendy na dziko!