Siła żartów i rodzinnych legend


Czy macie dwóch chłopców w podobnym wieku, którzy wciąż się przekomarzają? a może dwie dziewczynki, które rywalizują o to, która lepsza? A może „parkę“, gdzie i tak wciąż któreś dziecko musi być szybsze, mądrzejsze bądź wspanialsze? Jeśli macie więcej niż jedno dziecko, a różnica między nimi nie jest z tych, co pozwalają jednemu opiekować się drugim, to zapewne wiecie, co to RYWALIZUJĄCE RODZEŃSTWO.

Dzieci rywalizują o naszą uwagę, czas, miłość, a przejawy tej rywalizacji mogą być drastyczne. Walki, krzyki, wyzwiska, złośliwości. Im większe zmęczenie, stres, niewyspanie bądź emocje, tym mocniejsze oznaki rywalizacji.

W weekend gościliśmy Daniela, który jest dokładnie w środku między naszymi chłopcami, jeśli chodzi o wiek. Rok starszy od Konrada, rok młodszy od Kacpra. W zeszłym roku był przyjacielem Konrada z przedszkola, teraz jednak jest w szkole. Entuzjastyczna i radosna zabawa na początku odwiedzin wkrótce przerodziła się w walkę. Przyjaciel Konrada nieuniknienie był „przyciągany“ przez Kacpra, bo przecież Kacper jest rok starszy, a nie ma to jak uwaga starszaka. Jednak pamiętał zabawy z Konradem i go lubił, więc Kacper wciąż musiał „zdobywać teren”. Pojawiły się nerwy, kłótnie, walki.

Dziś chłopcy byli równie nerwowi, choć minął cały dzień od odwiedzin. Wykończony Tata nie dawał rady. Spokój rodziny wisiał na włosku – chłopcy krzyczą, Tata huczy, Kaja płacze. Mama stara się wszystkim przemówić do rozsądku jak najcichszym głosem, ale nic to nie pomaga. Testosteron w żyłach moich mężczyzn bucha.

Sięgam wtedy po sekretną broń – żart i rodzinną legendę. Najpierw rozdzielić Tatę od chłopców, zdecydowanie Tata potrzebuje relaksu. Potem chłopców zagonić do mycia zębów, aby w ciszy zacząć opowiadać, jak to jeden był malutki, kilkudniowy, małe zawiniątko wprost ze szpitala, a drugi zaledwie niepełnym dwulatkiem zachwyconym nowym bratem. Jak malutki braciszek otwierał szeroko oczka i wszystkiemu się dziwił, a starszy głaskał go delikatnie po główce i cieszył z braciszka.

Chłopcy podchwycili emocje. Zaczęli się do siebie uśmiechać i utożsamiać się z emocjami tamtej chwili. Za moment zmiana akcji – tym razem Kacper wspomina, jak w łazience pchnął kilkuletniego Konrada, a ten w ubraniu wylądował w wannie i wszyscy śmialiśmy się, że kąpie się w ubraniu. Kupa śmiechu (a groźba płaczu oddalona).

Potem, już leżąc w łóżku, chłopcy zarzucali się żartami na temat rodziców i zaśmiewali do rozpuku. Tata też przyszedł i naśmiał się z chłopakami.

Uff, kryzys oddalony. Jak dobrze podchodzić do życia nieco niepoważnie, z humorem, sypiąc opowiastkami i żartami rodzinnymi. A sobie pogratulować – byle do osiemdziesiątki!