Wspaniałe podróże „w głąb”, czyli samorozwój


Podróże są wspaniałe! Gdybym tylko mógł/mogła podróżować cały czas! Nie musieć pracować! Nie musieć nic..

Takie życzenia trzymają się wielu osób. Gdybym tylko..

Ja też uwielbiam podróżować i czuć wolność oraz niezależność. Często życzę sobie życia w podróży lub życia pełnego podróży. Jednak życie „na miejscu“ przysparza mi równie dużo radości, ale przede wszystkim pozwala na inny rodzaj podróży – na podróże mentalne, rozwój własny, naukę i rozwijanie pasji.

Ostatni rok spędziliśmy w Berlinie uczestnicząc w regularnym życiu miasta. Od poniedziałku do piątku nasze aktywności krążą wokół szkoły, przedszkola, pracy, kursu językowego, popołudni spędzonych na zabawie z dziećmi oraz przeplatających rzeczywistość kilkudniowych wyjazdach. Taka regularność pozwala mi skupić się na samorozwoju i pasjach. A to znacznie poprawiło jakość mojego życia. Oto kilka najważniejszych odkryć, które czynią mnie szczęśliwą:

Rowerem do pracy – trzy miesiące po naszej przeprowadzce do Berlina moja firma zmieniła siedzibę na miejsce po drugiej stronie Berlina. Nagle okazało się, że z 15-minutowego dojazdu do pracy zrobił się dojazd 40-minutowy. Tragedia? Skądże! Postanowiłam te 40 minut spędzać na rowerze, korzystając ze świetnie przygotowanych ścieżek rowerowych. Mam dwa razy na dzień porządną dawkę ruchu oraz relaks mentalny. Niedawno wyczytałam, że naukowcy udowodnili, że codzienny dojazd na rowerze do pracy (min. 30 min) znacznie poprawia kondycję ciała i zmniejsza ryzyko chorób cywilizacyjnych, dużo bardziej niż bieganie lub fitness. Dlatego niezależnie od pogody wsiadam na rower i pedałuję z Pankow na Kreuzberg oraz z powrotem.

Rower towarzyszy mi wszędzie

Zmiana diety -> Zmiana wagi -> Lepsze samopoczucie – po przyjeździe do Berlina, za namową @majowejmamy zafascynowałam się serwisem HelloFresh – to tak zwane food boxy – w ustalony dzień tygodnia dostaję pudełko pełne pysznych składników plus przepisy z potrawami na cały tydzień. Wzięłam opcję warzywną, przepyszną, ale .. wciąż zapełniającą, tuczącą. Pełno w niej makaronu, ryżu, kluseczek lub innych „zapychających| dodatków. Waga moja i męża szybko skoczyła do góry. Na szczęście odwiedziła nas niezmiennie inspirująca rodzinka @jaknajdalej – Natalia przeszła niedawno dietę warzywno-owocową Dr. Dąbrowskiej, którą gorąco poleca. Natychmiast dołączyła mnie do grupy na Facebooku, którą zaczęłam śledzić i szybko przeszłam na 2- tygodniową dietę, a raczej głodówkę: dozwolone są tylko niektóre warzywa i owoce (o niskim indeksie glikemicznym), co powoduje włączenie tak zwanego „odżywiania wewnętrznego“, totalnie oczyszcza organizm, daje też efekty ozdrowieńcze. Po dwóch tygodniach czułam się wspaniale, schudłam 6kg, a moje jogiczne ćwiczenia zaczęły wychodzić mi zdecydowanie lepiej. Po wyjściu z głodówki zmienił się mój sposób myślenia o jedzeniu – moim celem nie jest najedzenie się, ale posmakowanie i dobre samopoczucie. Przestawiłam dietę na znacznie zdrowszą, unikam więc potraw mącznych, zwłaszcza z mąki pszennej, cukru oraz mięsa. Raz na tydzień robię jednodniową powtórkę głodówki (albo dzień tylko na płynach, albo na warzywach z diety Dąbrowskiej). Efekt wizualny jest świetny, ale przyćmiewa go zdecydowana zmiana w moim samopoczuciu i efektywności we wszelakich aktywnościach fizycznych (włączając w to seks 🙂

Przepyszne danie warzywne

Nastawienie do dzieci – po urodzeniu dzieci pełna byłam idei rodem z książek od parentingu, typu „puszczaj muzykę klasyczną dzieciom a wychowasz geniusza“. Niestety, rzeczywistość mocno mnie rozczarowywała. moje dzieci nie zmieniły się w geniuszy, a „wolne“ wychowanie (akceptacja ich wielu decyzji, dużo wolności, dużo zabawy, podróże, brak presji na naukę czy „grzeczność“) wkrótce doprowadziło nas do bardzo nerwowego modelu rodziny. Kłóciliśmy się z mężem, bo dzieci były nie do opanowania, nie wiedzieliśmy w którą stronę iść z edukacją i wychowaniem. Z jednej strony dzieci były super odważne, socjalne, silne, „wolne duchy“ – czyli to, co uwielbiam i cenię, ale z drugiej strony „niegrzeczne“ – zdyscyplinowanie całej trójki do sprzątania, uczenia się, ciszy czy grzecznego stania w kolejce było niemożliwe. Edukacja w Polsce nas rozczarowała, wparcie w wychowaniu dzieci również. Na szczęście w Berlinie nastawienie do dzieci jest znacząco inne. Silne cechy moich dzieci są tu bardzo doceniane i stawiane za przykład, również w placówkach publicznych. „Niegrzeczność“ nie istnieje. Dziecko rzuca zabawką, bo uważa, że jest niesprawiedliwie potraktowane, a nie dlatego, że jest niegrzeczne. Uderza inne dzieci, bo jest bardzo silne i nie umie kontrolować jeszcze delikatnego dotyku, a nie bo jest „złe“. Kłóci się z bratem, bo rywalizuje o atencję mamy, a nie dlatego, że jest „nieznośne“. Krzywo pisze, bo musi popracować nad motoryką i sensoryką, a nie „jest leniwe“. Zajęliśmy się sensoryką dzieci i ich czuciem ciała. Zatroszczyliśmy się o stawianie granic, ale też totalną akceptację ich osobowości. W efekcie, o cudzie, dzieci ogromnie się uspokoiły i teraz, sensowną rozmową możemy rozwiązać większość konfliktów. Zaczęliśmy doceniać fakt, że dzieci z nami wytrzymują i adaptują się do wszystkich naszych pomysłów, co zaowocowało ogromnym wzajemnym zrozumieniem. A teraz meritum: niby wiedziałam o tym wszystkim, ale jak trudno jest być przyjacielem swojego dziecka, kiedy wszyscy wokoło powtarzają „ale niegrzeczne dziecko!“. A tutaj jeszcze nawet nie wiem jak jest po niemiecku „grzeczny“ i mam nadzieję, że się nie dowiem 🙂

Sportfest w szkole Kacpra

Nastawienie do prac domowych – stawianie granic idzie mi dobrze w pracy, ale bardzo kiepsko w domu. Cóż, może to model wyniesiony z domu, czy niezbyt zdrowo ustawiona relacja bądź własna głupota – w każdym razie mam tu dużo do nauki. Jeszcze niedawno było to źródło konfliktów w naszym małżeństwie – sprawa destrukcyjna. Aby to zmienić przyjęłam postawę „męczennicy“, która z pozytywnym nastawieniem robiła, co mogła, nie mając pretensji do innych. W Berlinie jednak zaczęłam pracować na pełen etat, więc ta ostatnia strategia rzeczywiście przybierała dla mnie formy męczeńskie. Trzeba był coś innego wymyślić. Mój mąż dostarczył mi wtedy wspaniały przykład, który znacznie ułatwił nasze życie: po pierwsze – nie musi być wszystko od razu zrobione. Czego nie zrobię dziś, to jutro i nic się nikomu nie stanie. Po drugie – delegować na dzieci. Druga rada początkowo nie mieściła mi się w głowie: mam wykorzystywać mniejszych i słabszych do pracy? Odbierać im dzieciństwo i czas zabawy? Ale bez tego nie ma normalnego domu, nie ma dobrych przyzwyczajeń i nie ma też, o dziwo, satysfakcji dzieci z faktu, że pomogły rodzicom! Odkrycie zwłaszcza tego ostatniego – dumy dzieciaków z tego, że powiesiły pranie lub opróżniły zmywarkę – umocniło mnie w strategii wytrwania przy egzekwowaniu drobnych pomocy domowych. I znowu – dzieci spokojniejsze, zadowolone, w domu czysto, a mama ma więcej czasu – właśnie na zabawę z dziećmi!

Po zabawie w lego – sprzątanie!

Zarządzanie czasem – uwielbiam moje pasje. Są na samym początku listy moich najbardziej wartościowych czynności, zaraz za spędzaniem czasu z dzieciakami. Ale jak to pogodzić z pełnym etatem i trójką małych dzieci? Nie chciałam iść na 2-godzinną jogę i zostawiać męża z trójką dzieci po całym dniu pracy. Zdarzyło się jednak, że raz, spontanicznie, wzięłam dzieciaki do parku obok, rozłożyłam kocyk, poprosiłam aby się bawili, a sama zaczęłam biegać wokoło. Wkrótce chłopcy dołączyli do mnie na rowerach, a Kaja zajęła się zabawą na kocyku. Tak zaczęły się nasze wspólne sportowe wyprawy do parku, gdzie mama biega i ćwiczy jogę, a dzieciaki się bawią, bądź dołączają do ćwiczeń. Tata w tym czasie ma czas dla siebie – wszyscy zadowoleni. Poszłam krok dalej i w pracy znalazłam chętnych na jogę – dwa razy w tygodniu robimy 30-minutowy workout jogi ashtangi, a potem dzień śmiga jak zaczarowany. Mam moją ulubioną dawkę sportu, ale nie cierpi na tym czas z dziećmi czy mężem. Oby tak dalej!

Love Yoga

Są jeszcze dziesiątki małych czynności lub projektów, które powodują, że oddycham pełną piersią i czuję się szczęśliwa. Małe projekty rysunkowe, poranne strony, malowanie, spotykanie fascynujących ludzi i otwarcie się na nich, pomaganie innym, zaangażowanie w pracę, medytacja. Uwielbiam szukać, dowiadywać się i próbować. I mam w planie dzielić się na blogu tymi odkryciami z Wami! Inspirowanie innych to wszak piękny dobry uczynek 🙂