KALIFORNIA 2012


Stany Zjednoczone – Kalifornia i okolice

Pod koniec roku 2012, z 9-miesięcznym Konradem i 2,5-rocznym Kacprem pojechaliśmy na wyprawę do USA. Przelecieliśmy do San Francisco, gdzie mieliśmy wynajęte przez serwis Airbnb jedno piętro domku przy bardzo stromej uliczce w centrum San Francisco. Mieliśmy szczęście – poleciałam do San Francisco na tygodniowe szkolenie w firmie, dla której miałam kontrakt. Firma opłaciła dla nas nocleg oraz mój przelot i pomogła w załatwieniu wiz dla całej rodziny. Przy wlocie byliśmy zatrzymani przez urzędników imigracyjnych, ale po telefonie do prawnika firmy wpuszczono nas do „Ameryki”. Uff..

W pierwszym tygodniu pracowałam, więc San Francisco zwiedzaliśmy wieczorem. Aby poradzić sobie z dwójką maluchów w dzień, tata wykazywał się ogromną zaradnością i skonstruował wózko-nosidełko – a więc przymontował nosidełko z tyłu wózka i w ten sposób mieliśmy dwuosobowy wózek.

Następne 4 tygodnie to wycieczka objazdowa w dół stanu, a potem do Wielkiego Kanionu. Wynajmujemy małe auto i jeździmy z miejsca na miejsce. Noclegu szukamy spontanicznie, często korzystając z darmowych gazetek, gdzie ogłaszają się tanie hotele. Podczas wyprawy muszę pracować ok 4 godz. dziennie, co udaje mi się głównie w godzinach nocnych.

Nasza trasa jest przepiękna – jedziemy słynną „jedynką”, czyli Pacific Highway. Zwiedzamy Monterey, Point Lobos z rezerwatem lwów morskich, podziwiamy Big Sur.

Na Święto Dziękczynienia, a więc również uroczystą kolację z indykiem, dostajemy zaproszenie od couchsurfingowej rodzinki z Santa Barbara. Spędzamy u nich 3 dni i słuchamy o ich wyprawach po świecie. Spędzili 2,5 roku głównie w Ameryce Środkowej, Południowej i Europie. Chcieli kamperem przez Ukrainę wjechać do Azji, jednak… ich dzieci prosiły o powrót. Dzieciom brakowało im przyjaciół i stałych zajęć. Pilnie słuchaliśmy ich doświadczeń, aby o nich pamiętać. Zbyt długa podróż, zwłaszcza ze starszymi dziećmi, po pewnym czasie może się im znudzić.

Jedziemy dalej na południe. Dojeżdzamy do Santa Monica i Los Angeles, a potem do San Diego. Odwiedzamy Park Wodny. Obserwacja przepływających obok olbrzymich orek powoduje u mnie gęsią skórkę. Choć za szklaną szybą, mimo, iż tresowane, ich bliskość i jednocześnie olbrzymie rozmiary elektryzują mnie. Zdecydowanie odczucie bliskości i mocy tych zwierząt było najbardziej magicznym momentem z całej wyprawy.

Z San Diego ruszamy w kierunku Grand Kanionu. Po drodzie nasz najmłodszy synek dostaje choroby – zapalenie ucha. Zajeżdzamy do pobliskiego szpitala, gdzie Konrad zostaje przebadany i dostaje antybiotyk. Nic nie płacimy za usługę. Dwa miesiące później dostaję do domu rachunek na 800usd, który wraz z dokumentacją ze szpitala wysyłam do ubezpieczyciela (Axa) i wkrótce następuje bezproblemowa wypłata świadczenia na konto szpitala. To się nazywa dobry serwis!

Grand Kanion, tak zwany „high-light” Stanów Zjednoczonych, jest prześliczny i dobrze przygotowany do zwiedzania. Przejeżdzamy też przez Las Vegas, choć z 2 maluchów, w tym jednym chorym, nie zatrzymujemy się tam na nocleg. Następny punkt wyprawy to Death Vally – z górskich przestrzeni nagle znajdujemy się na pustyni i chłoniemy wyjątkowe widoki.

W Kalifornii koncentracja wspaniałych miejsc jest niesamowita. Każdy dzień jest wyjąkowy. Nie omieszkamy obejrzeć Sequoia National Park, gdzie olbrzymie sewkoje, sięgające prawie nieba obsypuje miękki, puszysty śnieg. Potem na 2 dni wjeżdżamy do Yosemite National Park i powoli kierujemy się ku San Francisco, aby zdążyć na samolot do Krakowa.

Wyprawa z dwójką małych dzieci

Wyprawa z dwójką małych dzieci też wypadła sympatycznie. Nieco kłopotliwy dla nas był brak zaplanowanych noclegów, ale my nie lubimy zbytnio zaplanowanych wypraw. Uwielbiamy wolność i podejmowanie decyzji w ostatniej chwili. To pozwala korzystać z okazji, typu zaproszenie w odwiedziny lub niezaplanowane zwiedzanie. Cieszymy się, że ubezpieczenie zadziałało bezproblemowo. Marzymy o powrocie do Stanów bez limitu czasowego, bo tyle wspaniałych miejsc musieliśmy pominąć, a to zaledwie jeden stan i trochę 🙂

*******************************************

zdjęcia z wyprawy:

« 1 z 4 »