MEKSYK 2011


W roku 2011, kiedy to nasz pierworodny Kacperek miał skończyć roczek, postanowiliśmy pojechać na 4-tygodniwą podróżniczą wyprawę. Pierwszy raz od czasu Wielkiej Zmiany, czyli pierwszy raz z dzieckiem!

Czemu Meksyk? Po pierwsze jest jednym z bardziej cywilizowanych krajów z grupy krajów tańszych i z inną kutlurą. Po drugie, mówi się tu po hiszpańsku, a ja ten język znam. Po trzecie w Meksyku już byłam, więc wiem, ze w dużych miastach dostępne są wszystkie komforty życia dostępne u nas. Ostatni argument, ale być może przeważający, to fakt, że tutaj mieszka Juan, mój przyjaciel-podróżnik, który był moim gospodarzem w Gwatemali, a potem gościem w Polsce.

Na mojego krótkiego maila ze wstępnym zapytaniem o jego zdanie na temat podroży do Meksyku Juan odpowiedział bardzo szybko i entuzjastycznie, wypisując mnóstwo rad i pomysłów. Zaoferował nocleg, transport oraz kilka wspólnych wypadów. Juan mieszka w Queretaro razem ze swoja żoną i dwójką dzieci, a więc trafimy do domu przyjaznego dzieciom.

Juan zaprasza nas na tortille

Tak wiec zajęliśmy się poszukiwaniami biletów lotniczych, co wcale nie było łatwe. Niestety podróżując z dzieckiem nie mogliśmy łapać najtańszych okazji, które oszczędzają pieniądze, ale nie czas. Dla nas ważny był fakt jednej tylko przesiadki i wylotu z możliwie najbliższego lotniska. Jak na te wymagania znaleźliśmy całkiem fajny bilet na tydzień przed wylotem!

Przelecieliśmy więc do Mexico City, skąd od razu złapaliśmy autobus do Queretaro, do Juana. Pierwsze 2 dni odsypialiśmy przelot. W międzyczasie obejrzeliśmy centrum miasta Queretaro – dawnej stolicy Meksyku, niedawno udostępnioną piramidę w Pueblito oraz prześliczne dekadenckie miasteczko Bernal. Byliśmy również oglądać sanktuarium motyli w Anangueo oraz odwiedziliśmy malownicze miejscowości w okolicy: Guanajuato, San Miguel de Allende oraz Pozos.

Wkrótce przenieśliśmy się do Mexico City. Tam gościł nas gospodarz z Couchsurfingu. Spędziliśmy w mieście cztery dni, zwiedzając miasto i okolice. Aby dotrzeć do Cancun kupiliśmy przelot dla naszej trójki. Przejazd autobusem, trwający około doby, z naszym maluchem nie wchodził w grę. Problemem jest jego ruchliwość, ewentualne płacze oraz wypadki pieluszkowe.

W Cancun byliśmy goścmi u Rocio, która oddała do naszej dyspozycji cały malutki domek z dala od turystycznej części tego miasta. Dotarcie do domku z terenów plażówych zajmowało nam ponad godzinę i samo w sobie było wielką przygodą. Raz zgubiliśmy się i błądziliśmy nocą po ulicach Cancun do 21.00. Kacperek dzielnie dawał radę.

Zbliżały się urodziny Kacperka. Z tej okazji pojechaliśmy do Meridy, a stamtąd wypożyczonym samochodem zwiedzali park Celectun z różowymi flamingami. Na koniec dnia urodzin Kacperka trafiliśmy do meksykańskiego aresztu. Dlaczego?

Otóż z drogi jednokierunkowej (jadąc w niedozwolonym kierunku) wyjechał rower z dwoma pasażęrami i Andrzej lekko go potrącił. Kierujący zażądał 100usd jako odszkodowanie. Nie chcieliśmy się zgodzić, więc wezwał policję. Trafiliśmy do aresztu późnym wieczorem. Samochód zawieziono na parking policyjny. W końcu przyjechał do nas przedstawiciel wypożyczalni Herz i załatwił sprawę (zdaje się, że sam zapłacił). Ucieszyliśmy się, że nie spędzimy całego dnia urodzin Kacperka w areszcie. Z tej radości oddałam część tortu urodzinowego ekipie policyjnej i ruszyliśmy do hostelu.

————————————————-

Podróżowanie z Kacperkiem jest całkiem fajne – szybko dostosował się do polowych warunków, śpi w samochodzie, autobusie czy samolocie, a potem wstaje z uśmiechem i radością. Je co mu dajemy, a czasem nie je, ale dietę z lokalnych potraw uzupełniam konsekwentnie kaszkami i mlekiem przywiezionymi z Polski. Biegunek ani innych zemst Montezumy nie ma, choć już trochę ziemi meksykańskiej wraz z kamykami zjadł.

Puszczamy go coraz więcej „na wolność” – biega po ulicach, chodnikach, placach, ścieżkach, ubitych przestrzeniach oraz, oczywiście, pomieszczeniach, w których przebywamy (restauracje, hostele, dom Juana). Poznaje nowe uwarunkowania terenu, jak na przykład ostra trawę w ogródku Juana (której się boi) albo brukowane, nierówne ulice miasteczek meksykańskich, na których regularnie się wywraca. To „puszczanie na wolność” ogromnie mu się podoba – wciąż się uśmiecha, zaczepia innych, zarówno dziadków i babcie meksykańskie, jak i turystów albo lokalne dzieci. Nie ważny język, kolor skóry czy zamożność – byle ta druga osoba oddała jego uroczy uśmiech.

To wszystko powoduje, ze podróżuje się nam z naszym rocznym Kacperkiem świetnie – co prawda jest trochę pracy i zupełnie inaczej trzeba planować wyprawę (co generuje dodatkowe koszta) ale jest to bezcenne przeżycie zarówno w kwestii rodziny i wspólnych relacji, jak i poznawania innego kraju.

Uliczki Bernal

Uliczki miasteczka Bernal

 

Miasto w skałąch - Guanajuato

Miasto w skałąch – Guanajuato

mexico005

 

mexico007

mexico008

mexico009

 

mexico011

mexico012

mexico013

mexico014

mexico015

mexico016

mexico017

mexico018

mexico019

mexico020

mexico021

mexico022

mexico023

mexico024

mexico025

mexico001

mexico002