Doniesienia z Peru – zamiast przebieżki po plaży 1


jest 6.30 w Mancorze, Peru. Dawno nie śpię. Obudziła mnie Kaja ok. 5 rano i marudziła do 6. Chyba ząbkuje. Teraz wreszcie śpi, więc postanowiłam o świcie przebiec się po plaży, aby naładować akumulatory. Niestety hostel jest szczelnie zamknięty, a wszyscy śpią. Nie udało mi się sforsować bramy, to piszę zaległego posta 🙂

piszac posta

piszac posta

Dzisiejszy post ma być o tym jakie potyczki zdarzają się podczas podróży. No bo oczywiście w Ameryce Południowej jest wspaniale! Ale, jak to w życiu, nie jest różowo. Życie ma różne odcienie różu, włączając w to wyszarzały, brudny róż 🙂

To kilka wydarzeń, które trochę nam utrudniły wyjazd (od tyłu):
1. ząbkowanie Kaji – wczoraj mieliśmy jechać obejrzeć las namorzynowy w okolicy oraz kilka lokalnych atrakcji. Nic z tego, Kaja gorączkowała i płakała w nocy. Ibufen pomógł, ta nocka nieco lepsza (patrz wstęp do posta). Dobrze, że w hostelu chyba to rozumieją, bo dzieci plączą się wokoło.
2. zabawy chłopaków – moi chłopcy to wulkany energii – biegają, przenoszą patyki, kamienie, sprawdzają każdy zakątek w nowym miejscu. W dodatku są bardzo młodzi, choć wyglądają na dużo starszych. Dwa dni temu zostaliśmy grzecznie „wyproszeni” z hostelu, ponieważ właściciele uznali, że chłopcy są zbyt głośni, a oni mają dużo spokojnych, starszych gości. Dodatkowo chłopcy bawili się z psami właścicieli nie zawsze… jakby to ująć.. delikatnie. Pani właścicielka powiedziała, że psy to jej dzieci i abym ją zrozumiała. Rozumiem, nawet znaleźliśmy lepsze miejsce za tą samą cenę, ale szkoda, że takie rzeczy się zdarzają
3. sprzęt elektroniczny – kilka tygodniu temu, tak po prostu, bez zapowiedzi, zepsuł się laptop (z którego właśnie korzystam). system padł. (tu przestroga: na wyjazdy dobrze mieć zapasowy system, np. kopię na CD lub back-up do przywrócenia na kompie. my nie mieliśmy). Doprowadzenie laptopa do porządku zajęło nam mnóstwo czasu. Teraz mamy hiszpański Win 8 na nowym (używanym) dysku za 50 dol. 🙂
4. karty płatnicze – dotychczas nie miałam takiej przygody, a tu proszę, życie zaksakuje: na ostatniej wyspie Galapagos: San Cristobal okazało się, że żadna z naszych kart płatniczych (Visa, Mastercard) nie działa. Na tej wyspie jest tylko jeden bank i dwa bankomaty. Na wcześniejszej wyspie – Isla Isabela – nie było w ogóle banków czy bankomatów, więc zaopatrzyliśmy się w gotówkę, która szybko topniała. Wszystkie trudy na nic: nic nie dało stanie w okienku, burzliwe rozmowy z „gerente” banku itp. Zostaliśmy z 40 dolarami na 3 dni przed wylotem. Padł na mnie blady strach, bo nawet nie było czym zapłacić za hotel, w myślach zastanawiałam się co sprzedamy z naszego sprzętu aby zdobyć trochę kasy, kiedy podeszła do nas Polka i zagadała. Jej udało się wybrać pieniądze z karty (przy okienku, karta włoska). Zaczęłam więc kuć żelazo póki gorące: uprosiłam o wypłatę z jej włoskiej karty gotówki po wcześniejszym przelewie internetowym z naszego banku do jej polskiego banku.Zgodziła się, udało się! Cały dzień stracony na potyczki finansowe, ale 400 dol. w kieszeni!

Na szczęście choroby nam się nie zdarzają na razie. Przemęczeni też bardzo nie jesteśmy. Przyszłość nadal wygląda wystarczająco różowo, aby kontynuować. Ale potyczki się zdarzają.

A teraz poczekam na rodzinkę, która zaraz zacznie się budzić i śniadanko. Dziś jedziemy obejrzeć zaległe namorzyny!

  • eNTi

    Trzymajcie się! szary róż musi być żeby ładnie wyróżniał się róż lambada 🙂 ku przygodzie !!