Z zimowego Berlina do jurajskich dinozaurów, czyli wizyta w ..? 2


Nasza przedostatnia niedzielna wyprawa po zimowym Berlinie nie skończyła się najlepiej, a właściwie nie skończyła się wcale.

Rodzice, jak zwykle pełni energii po bardzo leniwej sobocie, postanowili mimo śniegu i zimna wpakować dzieci do przyczepki rowerowej, a sami zaprząc się do straceńczej walki z grawitacją, śliską nawierzchnią, wiatrem i śniegiem na belińskich ulicach. 

Z bezpiecznego Pankow wyruszyli w kierunku Mauer Park. Mama wpadła na genialny pomysł skrócenia drogi przez zaspy i koleiny. Wkrótce burza śnieżna rozpętała się na dobre a rodzinka widziała tylko czubek własnego rowera. 

Po ociężałej przeprawie przez śnieg i wiatr rodzinka dotarła do odśnieżonej trasy, która prowadziła do bardzo starego budynku. Na jego ścianie wisiał zegar, ale na pytania dzieci mama nie potrafiła nic sensownego odpowiedzieć. No bo co to za czas: Jura? 150 milionów lat temu? A gdzie godziny, minuty? Wchodzimy jednak, bo burza znowu się rozpętała. Przynajmniej będzie cieplej. 

Mocne drzwi należało popchnąć, przejść kilka schodków i już ciepły, dobrze oświetlony korytarz. Chłopaki wbiegli do środka, kiedy po swojej lewej stronie dojrzeli wielkie i ostre jak sztylety zęby. To allozaur w pełnej okazałości przebił się przez szklaną szybę i łypał czarnym okiem na chłopców. Smaczne kąski: dobrze odżywione, umięśnione, nie żylaste, w sam raz na szybki jurajski lunch. Jednak w tym momencie mama pociągnęła za sobą chłopaków, aby ściągnąć z nich obszerne kurtki, spodnie zimowe i czapki. Allozaur stracił zainteresowanie chłopakami na rzecz pojawiającej się obok znacznie lepiej odżywionej grupki amerykańskich turystów i odwrócił głowę. 

Allozaur w muzeum

Allozaur w muzeum

Rodzina weszła do wielkiej sali w centrum budynku. Chłopaki wciągneli powietrze, aby wypuścić je z głośnym „Wow” na widok monumentalnego Brachtiozaura. Przechadał się spokojnie po wielkiej sali owego przedziwnego jurajskiego budynku, a przy każdym jego kroku drgała podłoga. Mama martwiła się, czy śpiąca w przyczepce rowerowej Kaja się nie obudzi, podczas gdy Konrad próbował złapać ogon roślinożernego Brachtiozaura. Na szczęście Tata odciągnął go od zabójczego gada, który mógł powalić nawet allozaura w obronie własnej.

Brachtiozaur w Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie

Brachtiozaur w Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie

Tymczasem Kacper zbliżał się już do Kentrozaura. Zawsze był zafascynowany zbrojami i rycerzami, a ten doskonale uzbrojony dinozaur był ucieleśnieniem chodzącej zbroi. Szkoda, że jego ogon nie miał postaci kolczastej maczugi, a gad jest roślinożerny, więc nie taki znowu straszny. Ale czyżby? Kentrozaur, zobaczywszy szybki ruch z tyłu głowy, najeżył kolce na ogonie i zamachnął się do ciosu. Tata pobladł zupełne, a mama była w stanie wydać tylko ciche „oooo“ kiedy Kacper rzuciłzamaszyście suszonym jabłkiem od babci Celinki. Kentrozaur z głośnym mlaśnięciem połknął jarski smakołyk, zamerdał ogonem i prosząco popatrzył na Kacpra. Za chwilę kolejny i kolejny kawałek suszonego jabłka lądował w pysku Kentrozaura, aż pojawił się strażnik muzeum i zwrócił uwagę, że jeść i pić można tylko w strefie piknikowej, w prawo za dymiącym wulkanem.

Kentrozaur zajada suszone jabłka

Cała rodzina ze zdziwieniem spojrzała w stronę aktywnego wulkanu i otworzyła usta ze zdziwienia. Nie chodziło o strefę piknikową, którą stanowiło kilka kamieni wulkanicznych ukrytych wśród skrzypów i paproci, ani o wypływającą z wulkanu lawę, ani też o czarny dym rozpostarty nad strefą piknikową. Chodziło o latającego Pterodaktyla, który rozłożył swe skrzydła i krążył tuż pod dachem budynku. Zanim rodzice się obejrzeli chłopcy wspięli się na czarny, magmowy głaz aby lepiej zobaczyć latającego gada. Wtedy Pterodaktyl zapikował i ruszył w kierunku czerwonej, kuszącej przyczepki rowerowej ze śpiącą w niej Kają. Całą rodzina rzuciła się do pomocy! Mama błyskawicznie zasłoniła przyczepkę folią, która oślepiła pra-gada. Tata wycelował w głowę gada elektronicznym przewodnikiem po muzeum licząc na solidność i wagę tego urządzenia, a chłopcy rozpoczęli atak suszonymi jabłkami. Ogłupione zwierzę zwolniło i zawahało się, a wtedy chłopcy chwycili go za łapy. Obciążony ciężarem dwóch młodych i silnych chłopców, pterodaktyl uniósł się pod sufit i zaczął krążyć nad morzem jurajskim.

W tym momencie chłopcy puścili nieprzyjemne w dotyku łapska prehistorycznego gada i wpadli do jurajskiego morza. Powoli opadali na dno morza, ze zdziwieniem obserwując krążące obok prehistoryczne ryby, spacerujące kraby, jeżowce i ślimaki. Świat podwodny niezmiennie wygląda przepięknie, jest tak zarówno obecnie, jak i było w dalekiej jurze. Sielankę zakłócił widok ostrozębego olbrzyma wielkości wieloryba, który był zdecydowanie głodny. Wystraszeni chłopcy wkrótce usłyszeli zdecydowany głos Mamy: „do mnie, chłopaki, i to już!“. Nie wiadomo co bardziej zmotywowało chłopców: krzyk mamy czy cień morskiego drapieżnika, niemniej jednak obaj szybko wyskoczyli z morza. 

Tymczasem Kaja obudziła się i z szeroko otwartymi oczami podziawiała Brachtiozaura, Kentrozaura oraz wciąż krążącego Pterodaktyla. Chłopcy zaczęli opowiadać Kai przygody sprzed kilku minut. 

W tym czasie mama znalazła ciekawe miejsce – był to pokaz stworzenia świata i naszego układu słonecznego. Należało ułożyć się wygodnie na kanapie i spojrzeć w niebo. Najpierw pojawił się zegar odliczający sekundy. Chwilę potem rozległ się BIG BANG i zaczęło się. Wszystko wirowało, tworzyły się pierwsze cząstki elementarne, atomy, potem kawałki materii, które wciąż wirując zmieniały się w coraz większe obiekty. Wkrótce z tych obiektów wyłoniło się słońce, a wokół pojedyncze planety: Merkury, Wenus, Ziemia i Mars, a potem olbrzymy: Jowisz, Saturn, Uran i Neptun.  Tak zaczęła się kosmiczna podróż przez nasz układ słoneczny, ale to już temat na następną opowieść..

  • Ewa Wróblewska

    Żył w późnej jurze, około 155 mln lat temu

    • Barb

      zgadza się! gratulacje!!! proszę o przesłanie adresu do wysyłki książki przez formularz kontaktowy lub FB.